Pani Beata i jej niesamowita relacja z efektów tlenoterapii hiperbarycznej!

Moja przygoda z komorą hiperbaryczną.

Czas trwania – 20 zabiegów po ok.1,5 godziny każdy, wiosna 2017,

Cel założony– poprawa koncentracji, wzrost energii, eliminacja rozdrażnienie, zmęczenia i apatii, odbudowa organizmu czyli potraktowałam to jako remont i nieinwazyjny lifting.

Jestem kobietą młodą, choć sporo po 50-tce, w niezłej formie, ale ostatnia zima dała mi się trochę we znaki. Moim pomysłem na regenerację organizmu była tlenoterapia hiperbaryczna.

Zrealizowałam! Czy jestem zadowolona? TAK. I choć piszą przeważnie niezadowoleni i hejterzy, a za blogami nie przepadam, postanowiłam jednak się uzewnętrznić.

Co dają te zabiegi, poza codzienną godzinną drzemką pod tlenem? Po komorze wychodzi się zrelaksowanym, trochę zobojętniałym na presję – muszę zrobić, oczywiście robię, ale bez nerwów, bo mam więcej energii. Brak zmęczenia, wyciszenie, a z drugiej strony wzrost sił witalnych, to najlepszy efekt. Są też efekty uboczne – jak z reklamy – bo znikają boczki. To lepsza przemiana materii . Wydaje mi się, że ciało dotlenione jest jędrniejsze, skóra bardziej elastyczna, twarz wygładzona . Mogłam też zaobserwować wpływ komory na gojenie się ran – rana na ręce zagoiła się w 2 dni! Z rzeczy nieprzewidzianych, ale jakże pożądanych, to pozytywny wpływ hiperbarii na WNM ( wysiłkowe nietrzymanie moczu) . Mam nadzieję, że ta reakcja organizmu i uelastycznienie mięśni utrzymają się dłużej.

Dziękuję CHŁOPAKOM czyli p.Łukaszowi i p.Ģrzegorzowi, a także pani Marlenie. Jej podejście do pacjentów, zwłaszcza do dzieci autystycznych, które miały zabiegi w sąsiedniej komorze mnie zachwyciło.
Czy muszę dodawać, że to komentarz pozytywny i polecam?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o